Agnieszka Radwańska - wywiad
Od siedemdziesięciu lat w polskim tenisie nie było kobiety, która zaszłaby tak daleko. Po sukcesie w wielkoszlemowym Australian Open znalazła się na 21. miejscu rankingu WTA.
Zakłady na żywo
Jednak sukces ma swoją cenę. „Moja codzienność przypomina codzienność zakonnicy”, mówi Agnieszka, którą złapaliśmy w Budapeszcie w przerwie między turniejami.
– Zgadzasz się z tatą, który twierdzi, że gra w tenisa jest jak życie w klasztorze?
Codzienność tenisisty naprawdę przypomina życie zakonnicy. Przez lata panuje ta sama reguła, od której nie może być odstępstw. Nawet jeśli masz gorszy dzień, nie możesz nie pójść na kort. Nie może nie chcieć ci się grać. Mój świat jest zupełnie inny niż świat moich rówieśników.
– Co to znaczy?
Wyobraź sobie, że nie byłam na własnej studniówce, bo akurat grałam turniej. Tenis zabiera mi całe życie. Jest ważniejszy od nauki. W pierwszej klasie liceum nie miałam indywidualnego toku nauczania. Byłam normalną dziewczyną, która gra w tenisa. Tyle że przez udział w turniejach miałam zaległości w nauce i nieobecności. Ledwo udało mi się przejść do drugiej klasy. Musiałam kuć po nocach albo wstawać jeszcze przed treningiem, żeby się pouczyć. W wakacje między pierwszą a drugą klasą wygrałam Wimbledon, dzięki czemu po powrocie do szkoły zaproponowano mi indywidualny tok nauczania. Na szczęście, bo inaczej musiałabym zakończyć edukację. W trzeciej klasie byłam już tak zmęczona, że chciałam tylko dociągnąć do matury, zdać ją i zająć się tenisem.
– Mało jest tenisistów, którzy pokończyli szkoły.
Można ich policzyć na palcach jednej ręki. Zazwyczaj kończą na podstawówce. Ukończenie gimnazjum to już jest sukces. Gdy znalazłam się w pierwszej setce tenisistek, dziennikarze, głównie zagraniczni, dziwili się: „Jesteś w pierwszej setce WTA (Women’s Tennis Association) i dalej chodzisz do szkoły?”. Matura to w tenisowym świecie wyczyn. A mnie się udało. Na studia się wybieram, ale jeszcze nie wiem na jakie. Na razie nie mam do tego głowy. Może AWF?
– Co więc takiego ma na głowie 19-latka, że nie starcza jej czasu na życie?
Treningi! Trzy razy dziennie! Wstaję o szóstej rano i biegnę na trening. Po południu mam następny. A wieczorem jeszcze jeden, ogólnosprawnościowy. Poza tym bez przerwy gram jakieś turnieje. Do tego wszystkiego doszła jeszcze przeprowadzka. I może zabrzmi to nieskromnie, ale bez przerwy udzielam wywiadów, jestem zapraszana do telewizji, do radia.
– Nie ma czemu się dziwić. Jesteś najlepszą polską tenisistką i każdy chce zrobić z Tobą wywiad.
Wiem, wiem. Nie pomyśl sobie, że narzekam albo jestem z tego niezadowolona. Tylko wszystko jest tak skumulowane, że miałaś dużo szczęścia, że udało nam się spotkać. Od stycznia do października prawie w ogóle nie ma mnie w Polsce. Jeśli uda mi się pobyć ze dwa czy trzy dni w domu, w Krakowie, między turniejami, to jestem szczęśliwa.
– Czy Ty w ogóle odpoczywasz?
Jestem ciągle w ruchu i to jest mój stan naturalny. Najlepiej odpoczywam, coś robiąc. Ale miewam takie dni, kiedy lubię zaszyć się z dobrą książką na kanapie albo po prostu pogapić się w telewizor. To jednak nie zdarza się za często. Kiedyś myślałam, że będę odpoczywać w samolotach. Teraz po setkach lotów wiem, jak bardzo się myliłam. W samolocie nie da się odpocząć. Ciągły gwar, rozmowy, posiłki. Po takim locie do Australii wysiadam z samolotu i marzę tylko o tym, żeby się położyć do łóżka. Ale nie mogę długo się wylegiwać, bo muszę przecież trenować.